Filochowska-Żmigrodowa Helena

  1. Strona główna
  2. /
  3. My z Łomży [E...
  4. /
  5. Filochowska-Żmigrodowa Helena

Filochowska-Żmigrodowa Helena, pisarka z Łomży. Za „Encyklopedią powszechną” Wydawnictwa Gutenberga, wydaną w latach 1929–1938 przy haśle Helena Filochowska znajduje się opis: „powieściopisarka polska, 1889, autorka powieści, nowel, listów z podróży i felietonów, drukowane oddzielnie i w czasopismach, odznaczająca się sporym temperamentem pióra”. Debiutancką nowelę Heleny Filochowskiej wydał w 1910 roku łomżyński tygodnik „Wspólna Praca”. Nowela została zauważona przez krytyków literackich różnych ośrodków. „Nasz Kruk” jest jednym z tych utworów, które odciskają się w pamięci mocnem i trwałem wrażeniem, gdyż zarówno w pomyśle bardzo oryginalnym i pełnym głębszego sentymentu, jak i w formie wysoce artystycznej daje świadectwo talentowi śmiałemu, skrystalizowanemu i operującemu nowemi wartościami. (…) W stylu i sposobie ujmowania tematu, wolnym od wszelkiej  pruderii, przejawia się znaczna siła i temperament, przypominający żywo talent Zapolskiej,  tylko znacznie lotniejszy w sferze fantazji i uczucia”, oceniał autor o inicjałach W. Pr. w krakowskiej „Nowej Reformie”.  Poeta i krytyk Zygmunt Różycki  w „Gońcu Porannym i Wieczornym” napisał: „Niestety, pomimo całej niechęci do nowo upieczonych autorów, nie mogłem pani Żmigrodowej nie przyznać  talentu”.„Łomża, która nie słynie ani jako środowisko wydawnicze,  ani jako ziemia rodzinna talentów pisarskich, w niewielkim utworze Heleny Filochowskiej-Żmigrodowej daje nam bodaj zapowiedź narodzin nowego talentu literackiego. (…) Autorka „Naszego Kruka” bardzo korzystnie wyróżnia się z tych szeregów debiutantek literackich, dając nam zamiast mniej lub więcej niezdatnej próbki – wartościowy utwór literacki” – napisała o książkowym debiucie pisarki z Łomży w 1911 roku „Gazeta Warszawska”. Nowele Heleny Filochowskiej (używała dwóch nazwisk Filochowska-Żmigrodowa) oraz jej powieść „Krzyk życia” drukował w odcinkach w 1911 roku tygodnik „Wspólna Praca”. W 1912 roku w Krakowie został wydany zbiór opowiadań „Czarne łabędzie”. Druga książka pisarki z Łomży spotkała się także z przychylnością krytyków. „Gazeta Lwowska” napisała: „Filochowska ma talent, który widoczny jest w najdrobniejszej nawet rzeczy, umie pisać bardzo zajmująco i barwnie, nie sili się na wyszukiwanie sytuacji nadzwyczajnych, chwyta raczej pewne momenty życiowe i oddaje je z pogłębieniem psychologicznem i prawdą  daleką od ckliwego sentymentalizmu”. Helena była córką szanowanego w Łomży adwokata Tomasza Filochowskiego. W listopadzie 1913 roku rodzina wyjechała do Warszawy. Fakt ten odnotowała „Wspólna Praca”. „O zamiarze tym mówiono wprawdzie od dawna, lecz gdy nadeszła chwila rozstania, to w szerokich warstwach ludności miejscowej, a szczególnie w sercach tych, co znali bliżej  mecenasa, co dzielili z nim trudy życiowe, zapanował szczery żal”. Tomasz Filochowski wrócił do Łomży w 1917 roku. Został wówczas powołany na prezesa Sądu Okręgowego i funkcję tę pełnił  do końca roku 1925. 14 grudnia 1925 roku został mianowany sędzią Sądu Najwyższego i przeprowadził się do Warszawy. Zginął w czasie Powstania Warszawskiego.  Łomża była dla niej miejscem szczególnym. Wróciła do miasta, gdy nie mieszkali tu już jej rodzice. Pisała: „Przybywam do ciebie, miasto, miasto rodzinne i, jak we śnie, błądzę po twych sennych, pustych, zalanych słońcem ulicach. (…) W oknach domu, w którym ubiegły moje lata dziewczęce przedwczesnym ociężałe smutkiem, widzę obce, nieznane twarze. I serce mi drętwieje, jak gdybym stała nad trumną kogoś bliskiego. (…) Wokoło brzmi obca mowa.(…) Odnajduję w ciemnej kaplicy ten sam bolesny i gorzki uśmiech Częstochowskiej, której słodkie i przebaczające oczy smugą światła patrzą z twarzy niemal zatartej. Ta sama woń więdnących kwiatów, kadzideł i starych murów owija mnie welonem melancholii rzeczy świętych, umarłych, a niezapomnianych…” W wojnę 1920 roku Helena Filochowska pracowała w redakcji „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” w Krakowie. Na łamach dziennika zachęcała do ogłoszonej przez redakcję akcji „Oddajcie broń Ojczyźnie”. Prawdopodobnie wówczas spotkała podpułkownika Geralda Vincenta Saint-Diziera. Przybył do Polski z utworzoną we Francji Armią Polską pod dowództwem gen. Józefa Hallera i – jako oficer kontraktowy – służył w krakowskim pułku artylerii polowej. Dizier uczestniczył w wojnie z bolszewikami, walczył o Warszawę. Był bohaterem. Filochowska wyszła za niego i wyjechała z nim do Afryki. Z prasowych relacji wiadomo, że małżonkowie Dizier przebywali w Algierii. Stacjonowały tam oddziały Legii Cudzoziemskiej, w której służyli Polacy. Helena Filochowska wspierała polskich żołnierzy, organizowała święta, opatrywała rany, budziła otuchę, przekazywała polską prasę. Nie wiadomo jak długo Filochowska przebywała w Afryce. Relację o krwawych wydarzeniach w Algierii autorka opatrzyła przypisem: „jest to atmosfera w Algierii z lat 1936-1937”. Przytaczając opowieść wojskowego kapelana o okrucieństwach w Hiszpanii i zmordowaniu przez komunistów jego przyjaciela księdza, Filochowska podała w nawiasie jego prawdziwe nazwisko, a w przypisie zamieściła uwagę: „Autentyczne: Gringoire, 8 stycznia 1937 roku”. W okresie międzywojennym nastąpił rozkwit tzw. literatury kobiecej. Nazwa ta dotyczy utworów napisanych przez kobiety, podejmujących tematykę kobiecą i kreujących kobiecych bohaterów. Pisarki zdominowały literaturę polską, a kąśliwi krytycy pisali wówczas o „inwazji kobiet”.  W nurt literatury kobiecej wpisała się także Helena Filochowska z Łomży.